Po co mi to? Autoterapia autoterapią, ale mam też podświadome powody, by to pisać.
Zawsze odczuwałam samotność - czasem mniej, czasem bardziej dręczącą. Jednak nic z tym nie robiłam, bo byłam przekonana, że to do mnie, jaśnie pani, musi zawitać jakaś interesująca osóbka i odwalić całą brudną robotę. A gdy dziś znów poczułam się samotna, to stwierdziłam, że dobrym pomysłem byłoby napisanie do koleżanki, z którą rzadko się widuję i, być może, umówienie się z nią na jakieś spotkanko. I właśnie ta idea bardzo mnie ucieszyła, gdyż uświadomiła mi moją zmianę.
To błąd, jeśli nie robimy nic i tylko oczekujemy na "niewiadomoco". Oczywiście możecie wierzyć w fatum czy odgórną ścieżkę życia, wyznaczoną przez Boga, ale przeznaczeniu trzeba pomóc. Uwierz, że masz wpływ na siebie, swoje myślenie i na to, co Cię spotyka. Dopóki nie weźmiesz się w garść, życie nie zrobi tego za ciebie. Przejmiesz inicjatywę, a od razu poczujesz się choćby mikroskopijnie bardziej pewny siebie - a to już jest dużo, naprawdę.
Wracając do tematu (tak, najwidoczniej zdażają mi się dygresje, niczym mojej polonistce; dobrze, już wracam), ta wieczna samotność sprawiała, że całe życie marzyłam o oddanym przyjacielu/przyjaciółce/chłopaku. Jednocześnie odrzucałam prawie każdą, zawartą do tej pory relację (wszyscy po pewnym czasie mnie w wkurzali, co tu dużo mówić), nie umiałam utrzymywać przyjaźni, więc jak, do cholery, miałam znaleźć taką "oddaną" osóbkę? Nie wiem, zapytajcie czternastoletnią, wszystkowiedzącą Klaudię.
Dalej marzy mi się ktoś, kto nie będzie patrzył na mnie przez pryzmat mojego dotychczasowego zachowania, i kogo będę mogła obdarzyć wszystkim, co we mnie najlepsze i, przy okazji, będę mogła poczuć się dzięki niemu bezpiecznie i komfortowo. Kto by tego nie chciał?
Po cichu też marzę sobie, że przez tego bloga, albo w jakiś inny sposób, trafię na kogoś, kogo będę mogła wysłuchać i kto wysłycha mnie. Jeśli to ty jesteś tą zbłąkaną duszyczką, daj mi jakiś znak.
Żegnam się. Narazie. K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz